Plecak desantowy – co to takiego?

Myślę, że każda rodzina z dzieckiem ma swoją wersję plecaka desantowego. Może nazywać się inaczej – torba wyjściowa, plecak awaryjny, dziecięcy niezbędnik… Nazwa nie ma większego znaczenia. Chodzi o to samo: w miarę na stałe spakowany plecak, w którym znajdują się najpotrzebniejsze rzeczy dla dziecka, kiedy wychodzimy z domu. Oczywiście zawartość takiego plecaka zmienia się wraz z wiekiem dziecka. Inne rzeczy zabieramy dla niemowlaka, inne dla przedszkolaka, a jeszcze inne dla starszego dziecka. Pamiętajcie też o ubraniach na zmianę i rozmiarach! Jeśli dziecko rośnie jak na drożdżach, warto co jakiś czas sprawdzić, czy zapasowe ubrania nadal pasują. Chociaż… nie zawsze trzeba się spieszyć z wymianą. 😉 Pięciolatka nosząca rozmiar 116 w spodniach w rozmiarze 98 wygląda trochę tak, jakby właśnie wyszła z przyciasnej suszarki, ale latem jest to świetny patent – nie trzeba kupować spodenek 3/4.

Nasz plecak desantowy

Nasz plecak ma stałą bazę, której staram się z niego nie wyjmować. To bardzo ważne, bo rzeczy, które „przydadzą się następnym razem”, mają pewną magiczną właściwość – kiedy je wyjmiesz, następnym razem na 99% o nich zapomnisz. Ta baza zostaje więc w plecaku, a przed wyjściem dokładamy do niej rzeczy zależne od pogody, długości wyjścia i tego, co właściwie planujemy robić.

Ubrania na zmianę

U nas są zapakowane w małą, szczelną saszetkę. Dzięki temu nie rozwalają się po całym plecaku i nie trzeba za każdym razem szukać skarpetki gdzieś pomiędzy plastrem a kredką.

W środku mamy:

  • majtki,
  • skarpetki,
  • legginsy,
  • krótkie spodenki – latem,
  • koszulkę z długim rękawem,
  • krótką koszulkę – latem.

Do tego zazwyczaj dokładamy bluzę. Wyjątkiem jest naprawdę upalny dzień – jeśli wychodzimy w środku dnia przy 30°C, bluzę można zastąpić strojem kąpielowym. Nigdy nie wiadomo, czy po drodze nie znajdziemy jakiegoś potoku, w którym koniecznie trzeba będzie wejść.

Mini apteczka

U nas jest zawsze. Ale absolutnie zawsze. Podstawą są oczywiście plastry – najlepiej w różnych rozmiarach i koniecznie kolorowe. Bo przecież kolorowy plaster leczy ból najlepiej. Tak, ból. Nie ranę.

Rany zdarzają się stosunkowo często, ale sytuacja:

„Mamooo, boli!”

„Gdzie?”

„Tu!”

„Ale przecież nic tam nie ma…”

„Daj mi plaster!”

…zdarza się zdecydowanie częściej. 😂

Poza plastrami mamy:

  • żel do dezynfekcji,
  • nakładki na toaletę,
  • a przy dłuższych wyjazdach również krople przeciw nudnościom/wymiotom,
  • małe nożyczki.

Oczywiście zawartość apteczki warto dostosować do wieku dziecka i swoich potrzeb.

Co dokładamy latem?

Latem plecak robi się trochę większy. Dokładamy:

  • krem z filtrem,
  • preparat odstraszający komary i kleszcze,
  • okulary przeciwsłoneczne,
  • czapkę przeciwsłoneczną.

Komary i kleszcze wyjątkowo nas lubią. Myślę, że po ilości wyssanej z nas krwi nasze zdjęcia wiszą w ich domach w otoczeniu kolorowej, neonowej ramki z podpisem: „Nasi najwięksi żywiciele”. Wiosną i jesienią, kiedy pogoda potrafi zmienić się kilka razy w ciągu jednego spaceru, zamiast letnich akcesoriów zawsze mam w plecaku jakąś cieplejszą czapkę i chustkę. I pamiętajcie tutaj również o sobie. Tak, Wy też macie założyć czapkę.

Argument:

„Ty masz nosić, ale tata nie musi”

jest całkiem dobry… do momentu, kiedy dziecko zaczyna mówić i pada pytanie: „A dlaczego tata nie musi?” Czasami próba wytłumaczenia tego może nas naprawdę pogrążyć. 😂

Chusteczki i woreczki

Tego chyba nie trzeba specjalnie tłumaczyć, ale warto mieć:

  • mokre chusteczki,
  • suche chusteczki,
  • kilka woreczków.

Woreczki są genialne. Przydadzą się na śmieci po przekąskach, ale też na ubrudzone ubrania. A jeśli macie dziecko, które potrafi wrócić ze spaceru w stanie wskazującym na to, że spacer odbywał się przez wszystkie możliwe kałuże, docenicie je jeszcze bardziej.

Woda

Każdy członek wyprawy powinien mieć swoje źródełko. U nas tata czasami zapomina o bardzo istotnym fakcie, że on również musi pić.

Jedzenie – nawet jeśli wycieczka jest krótka

Tutaj jestem zdecydowaną zwolenniczką zasady: lepiej mieć niż nie mieć. Bo przecież co to jest wycieczka na 4 km? Nic. Dziecko przejdzie 2 km, po czym nastąpi:

„Mamooo, zmęczyłam się. Co masz do jedzenia?”

A Ty:

„Nic. Przecież idziemy tylko 4 km, zaraz będziemy w domu.”

No cóż… nie chciałabym być wtedy w Twojej skórze. 😂 Dlatego nawet na krótką wycieczkę warto wrzucić coś małego. Chociażby krakersy. A najlepiej owoc i krakersy. Kostka czekolady również może się przydać. Lepiej wrócić z nią do domu niż doprowadzić do sytuacji przypominającej początek III wojny światowej, prawda?

Coś do siedzenia

Jeśli w plecaku zostało jeszcze trochę miejsca, można dorzucić coś, na czym da się usiąść podczas postoju. W sklepach sportowych można znaleźć niewielkie składane poddupniki, które zajmują naprawdę mało miejsca. A jeśli akurat go nie mamy? Bluza taty też się nada. Oczywiście pod warunkiem, że tata ją wcześniej zabrał. 😉

Portfel

Tak. Nawet do lasu. Bo co, jeśli po drodze okaże się, że ktoś otworzył budkę z lodami, a Wy nic o tym nie wiedzieliście? Naprawdę chcecie nadrabiać dwa kilometry, żeby bezpiecznie ominąć ją szerokim łukiem i jednocześnie próbować wytłumaczyć dziecku, dlaczego nie możecie podejść bliżej? Nie. Portfel. Z pieniędzmi w środku. To ważne. 😂

Telefon

Telefon też oczywiście trafia do plecaka lub kieszeni. Nie tylko ze względów praktycznych i bezpieczeństwa. Przecież to dwugodzinne wyjście, więc prawdopodobnie uda się zrobić jakieś 50–100 zdjęć dziecka. W każdej możliwej pozycji.

Stojącego.

Biegnącego.

Siedzącego.

Skaczącego.

Patrzącego w dal.

Patrzącego na kamień.

Patrzącego na inny kamień.

Nie martw się.

Ty na tych zdjęciach nie będziesz.

A co najważniejsze?

Plecak desantowy nie ma być idealny. Ma być nasz i praktyczny. Zawartość będzie się zmieniać razem z dzieckiem, porą roku i rodzajem wyjścia. Z czasem sami zauważycie, bez czego naprawdę nie możecie się obejść, a co tylko zajmuje miejsce. I właśnie o to chodzi. Bo kiedy pada nasze ulubione: „To co, jedziemy?” nie chcemy poświęcać kolejnych 40 minut na zastanawianie się, co zabrać. Bierzemy plecak, dokładamy wodę, coś do jedzenia, sprawdzamy pogodę…i jedziemy.


Komentarze

Jedna odpowiedź na “Plecak desantowy – co to takiego?”

  1. […] szczęście zawsze podróżujemy z naszym „plecakiem desantowym”, w którym zawsze mamy między innymi ubrania na zmianę. I tym razem właśnie on uratował nam […]

    Polubienie

Dodaj komentarz