Szwajcaria – pierwszy przystanek i trochę francuskich naleśników

W drodze z Polski do Francji mieliśmy jeszcze jeden przystanek. Szwajcaria. Na nocleg wybraliśmy miejscowość Suhr, ale popołudnie postanowiliśmy spędzić w pobliskim Aarau. Plan na kilka godzin był prosty: zjeść obiad, pospacerować po zabytkowym rynku i przejść się nad rzeką Aare. Brzmi prosto, prawda? I właściwie taki był… z małym wyjątkiem.

Aarau – najpierw obiad, potem zwiedzanie

Do Aarau przyjechaliśmy z konkretnym planem. Najpierw trzeba było znaleźć coś do jedzenia, bo wiadomo – zwiedzanie na głodnego z dzieckiem to sport ekstremalny. 😉 Niestety trafiliśmy akurat w te godziny, kiedy zdecydowana większość lokali miała przerwę. Zaglądaliśmy tu, zaglądaliśmy tam, a wybór robił się coraz mniejszy. W końcu udało nam się znaleźć La Crêperie – malutki lokal z kuchnią francuską, którego stoliki znajdowały się głównie przed wejściem. I całe szczęście, bo menu odpowiadało wszystkim członkom naszej wyprawy. Zamówiliśmy naleśniki – my z pieczarkami i serem, a córka oczywiście z Nutellą. I muszę przyznać, że były naprawdę przepyszne. Czyli pierwsza misja wykonana. Obiad znaleziony. Możemy zwiedzać.

Zabytkowy rynek i kąpiel w strumieniu

Aarau okazało się bardzo przyjemnym miejscem na popołudniowy spacer. Jednym z naszych celów był zabytkowy rynek i właśnie tam czekała na nas atrakcja, której właściwie nie planowaliśmy. Przez rynek przepływała płytka woda i oczywiście nasza córka nie omieszkała z tego skorzystać. Nie skończyło się jednak na niewinnym zamoczeniu nóg. Córka postanowiła się w tym strumieniu wykąpać – no cóż postanowiła to może za duże słowo, myślę że poślizg zaskoczył również ją i trzy sekundy później była cała mokra (ostrzegamy: ślisko!) Na szczęście zawsze podróżujemy z naszym „plecakiem desantowym”, w którym zawsze mamy między innymi ubrania na zmianę. I tym razem właśnie on uratował nam resztę popołudnia. Sucha córka = możemy zwiedzać dalej. 😉

Spacer nad rzeką Aare

Kolejnym punktem naszego planu była rzeka Aare. Wzdłuż rzeki prowadzi bardzo przyjemna ścieżka, idealna na spokojny spacer. Nie trzeba się nigdzie spieszyć, można po prostu pochodzić, popatrzeć na okolicę i odpocząć po całym dniu w samochodzie. A przy okazji znaleźliśmy tam wszystko, czego rodzina z dzieckiem może potrzebować podczas spaceru: budkę z lodami i bardzo przyzwoite, darmowe toalety. 😂 Czyli infrastruktura turystyczna na medal. Jedna gałka w kubeczku kosztowała nas 7 franków szwajcarskich, czyli około 33 zł. Szwajcaria szybko przypomniała nam, że tutaj nawet niewinny lodowy przystanek potrafi być wydarzeniem dla portfela. 😉

Mała pułapka z parkowaniem

Praktyczna informacja, którą zdecydowanie warto zapamiętać. Automat przyjmował tylko drobne monety. My oczywiście mieliśmy pieniądze, ale… papierowe. Płatność kartą nie była możliwa, a dostępna była jeszcze opcja zapłaty przez aplikację, której oczywiście nie mieliśmy. Skończyło się więc na szukaniu miejsca do rozmienienia pieniędzy. Tak że jeśli wybieracie się samochodem do Aarau (nie wiem jak jest w innych miejscowościach), warto mieć przy sobie trochę szwajcarskich monet. Nigdy nie wiadomo, kiedy okaże się, że właśnie one są najważniejszym elementem wyposażenia samochodu. 😉

Suhr – gdzie spaliśmy?

Na nocleg zatrzymaliśmy się w miejscowości Suhr, w hotelu Hotel zum Kreuz przy Obere Dorfstrasse 1. Nocleg rezerwowaliśmy przez stronę booking.com. Zameldowanie było całkowicie bezobsługowe. Dostaliśmy kod do skrzynki, w której czekał na nas kluczyk. I tutaj duży plus: duży, darmowy parking. Nie musieliśmy się zastanawiać, czy po całym dniu wrócimy do hotelu i znajdziemy miejsce dla samochodu. Sam hotel zdecydowanie ma już swoje lata świetności za sobą. Pokój był przestronny, ale jednocześnie dość duszny – mieliśmy pokój na poddaszu, bez klimatyzacji. Wyposażenie również pamiętało zdecydowanie lepsze czasy, a pokój był dość ciemny. Ale… wszystko było czyste. Mieliśmy ręczniki, suszarkę do włosów oraz zestaw do parzenia kawy i herbaty, więc pod względem podstawowego wyposażenia nie mogliśmy specjalnie narzekać. A rano czekała na nas niespodzianka.

Śniadanie, które uratowało hotel

Śniadanie jedliśmy w pięknej jadalni i tutaj mieliśmy wrażenie, jakbyśmy nagle znaleźli się w zupełnie innym miejscu niż nasz pokój. Jasne, przestronne wnętrze, piękne drewniane akcenty i zupełnie inny klimat. Śniadanie było smaczne, chociaż nie było niczego na ciepło. Ogólnie pobyt w hotelu oceniamy jako w porządku. Czy wrócilibyśmy tam ponownie? Raczej nie. Ale też nie możemy powiedzieć, że coś było tam naprawdę nie tak. Po prostu miejsce zdecydowanie nie zrobiło na nas takiego wrażenia, żebyśmy mieli ochotę specjalnie tam wracać.

A skoro jesteśmy w Suhr…

Oczywiście nie mogliśmy nie odwiedzić placu zabaw. To już chyba nasza rodzinna tradycja – nieważne, gdzie jesteśmy na wakacjach, zawsze znajdziemy jakiś plac zabaw. 😄 Po całym popołudniu w Aarau wróciliśmy więc do Suhr, a wieczorem udało nam się jeszcze zjeść pizzę w pobliżu hotelu. I tym sposobem pierwszy szwajcarski przystanek mieliśmy zaliczony.

Ile kosztował nas jednodniowy pobyt w Szwajcarii?

Nocleg: 126 CHF – około 578 zł
Naleśniki: 36 CHF – około 166 zł
Parking: 4 CHF – około 19 zł
Lody: 7 CHF – około 33 zł
Pizza na kolację: 19 CHF – około 88 zł

Czyli za samo popołudnie w Aarau i nocleg w Suhr Szwajcaria zdążyła już całkiem wyraźnie zaznaczyć swoją obecność w naszym wakacyjnym budżecie. 😂

Czy chcielibyśmy tam wrócić?

Ani do Suhr, ani do Aarau raczej już nie wrócimy – ubolewamy jedynie nad tym, że nie znaleźliśmy ani jednego miejsca z pamiątkami, nie mam nawet widokówki. Ale do Szwajcarii? Zdecydowanie jeszcze kiedyś z chęcią.

Zobaczcie nasze kadry!


Komentarze

Dodaj komentarz