Ślęża z dzieckiem – pomysł na niedzielną wycieczkę

Piękna niedziela, słonecznie, ale już nie upalnie – czuć na plecach zbliżający się oddech jesieni -nie będziemy przecież siedzieć w domu. To co jedziemy?Tym razem padło na Ślężę. Ostatni raz byliśmy tam w tamtym roku, więc już można się wybrać ponownie. Tym razem gościnnie towarzyszył na wujek, więc zapowiadało się wesoło.

Niebieskim szlakiem na szczyt

Zaparkowaliśmy na przełęczy Tąpadła ( a właściwie trochę poniżej, ponieważ wszystkie parkingi były zajęte i musieliśmy zjechać aż do miejsca w którym nie obowiązywał zakaz postoju i zatrzymywania się). Na drogę na szczyt wybraliśmy niebieski szlak, który to na samym początku jest potrójny (niebiesko – zielono – żółty), żeby po chwili odbić w lewo (niebiesko – zielony). Niebieski szlak jest ciekawy ponieważ po drodze mijamy ciekawe formacje skalne, które dla dziecka są dodatkową atrakcją i małym wyzwaniem. Czasami trzeba przejść między kamieniami, czasami trochę się powspinać, czasami zastanowić, którędy najlepiej przejść. Chociaż w przypadku naszej pięciolatki dochodzimy do wniosku, że zdecydowanie ona wybiera trasy: którędy przejść najgorzej. Z cyklu:

  • Uważaj, woda, nie wchodź. Weszła.
  • Nie biegnij, ślisko i mokro. Biegnie.
  • Prosta szeroka droga, obok zwalone drzewo. Przejdzie po drzewie.
  • Uwaga, dziura. Noga w dziurze.

Szlak ten jest też zdecydowanie mniej uczęszczany przez turystów (chociaż w przypadku pięknej pogody i wolnego dnia i tak nie ma co się spodziewać, że będzie pusty), więc nie ma na nim takiego tłoku jak na bardziej popularnych trasach. Dla nas, szczególnie podczas rodzinnej wycieczki, jest to spory plus. Sam szlak jest dość urozmaicony. Są fragmenty zupełnie płaskie, miejscami droga prowadzi nawet trochę w dół, a za chwilę zaczyna się podejście. Pojawiają się też kamienne stopnie. Końcówka jest już jednak dość męcząca – kamienne stopnie prowadzą mocno pod górę i tutaj trzeba się trochę bardziej napracować. I właśnie podczas tego podejścia pojawiło się pytanie, które chyba nurtuje każdego rodzica:

Czy istnieje sposób na obliczenie liczby słów wypowiadanych na minutę przez pięciolatkę? 😂

Bo nasza pięciolatka podczas tej wycieczki co chwilę rozpoczynała nowy temat. A że tym razem towarzyszył nam wujek, powodów do rozmów, pytań, opowiadania i komentowania wszystkiego, co mijaliśmy, zrobiło się jakby dwa razy więcej. Przejście niebieskim szlakiem od parkingu na szczyt to 5 km, co zajęło nam 2 godziny i 6 minut – łącznie z małymi odpoczynkami pod drodze.

Na szczycie

Na szczycie powitał nas tłum ludzi – czego można się było spodziewać po ilości chociażby zaparkowanych na dole aut. Z tego też względu nie zdecydowaliśmy się wchodzić na wieżę widokową i zostawiliśmy tą atrakcję na kolejne wyjście – będzie powód, żeby wybrać się tam po raz kolejny. Ostatecznie udało nam się dotrzeć na szczyt.

Na dół żółtym szlakiem

Na zejście wybraliśmy żółty szlak, który ma około 3 kilometrów. Żółty szlak jest gładki i dość jednolity, zdecydowanie łatwiejszy technicznie niż niebieski. Na tyle, że można nim nawet wjechać rowerem górskim. Wiem, bo kiedyś nawet mi się to udało. 😉 Podczas naszego zejścia ludzi było sporo, więc jeśli zależy Wam na spokojniejszym spacerze, zdecydowanie lepiej wybrać mniej popularną trasę albo dzień poza weekendem. Zejście na dół zajęło nam ok 30 minut.

Czy wrócimy na Ślężę?

Zdecydowanie tak.

Chociażby po to, żeby w końcu wejść na wieżę widokową.

Ale też dlatego, że to jeden z naszych pewników na fajną, stosunkowo krótką ale już satysfakcjonującą wycieczkę. Która daje frajdę zarówno dorosłym – bo jednak zdobywamy górę i idziemy te kilka kilometrów – jak i dziecku bo dla malucha jest to naprawdę spore wyzwanie do pokonania na nogach. Ślężę odwiedzamy średnio raz w roku, najczęściej wybierając końcówkę wakacji albo początek pięknej jesieni, gdzie szlaki tam są urokliwie pomalowane złotymi listkami.

A teraz zobaczcie nasze kadry!


Komentarze

Dodaj komentarz