Szczeliniec Wielki – majówka, tłumy i tęczowy wąż

Szczeliniec Wielki to jedno z tych miejsc na Dolnym Śląsku, które chyba każdy choć raz powinien odwiedzić. My byliśmy tam już kilka lat temu, ale tym razem postanowiliśmy pokazać go również naszej córce. Wybraliśmy się w majówkę – nie popełniajcie naszego błędu 😀 Oczywiście wiedzieliśmy, że może być więcej ludzi niż zwykle. Nie przewidzieliśmy tylko, że będzie ich AŻ TAK dużo.

Start w Karłowie

Na Szczeliniec wchodziliśmy od strony Karłowa. Samochód zostawiliśmy na parkingu obok STOLOVE Bistro & Pizza. Tuż obok parkingu znajdował się bardzo atrakcyjny dla naszego dziecka plac zabaw, który – jak można się domyślić – musieliśmy zaliczyć zarówno przed wycieczką, jak i po niej. Ale plac zabaw to dopiero początek atrakcji. Alejka prowadząca w stronę wejścia do Parku Narodowego była pełna straganów z pamiątkami, zabawkami i różnego rodzaju wyrobami rzemieślniczymi. A jeśli idziecie z dzieckiem, to oczywiście nie ma opcji, żeby po prostu przejść obok. Każdy stragan trzeba obejrzeć. Każdą rzecz przeanalizować. Każde „mamo, zobacz!” odpowiednio skomentować. Jeden duży plus – ceny na straganach naprawdę nas pozytywnie zaskoczyły. Spodziewaliśmy się, że w tak turystycznym miejscu będą mocno wygórowane, a wcale tak nie było.

Pamiątka – jedna, ale wybrana samodzielnie

Nie wiem, jakie macie zasady dotyczące kupowania pamiątek podczas wycieczek, ale my mamy z córką dwie zasady:

1. Na każdej wycieczce może wybrać sobie jedną rzecz. My najczęściej dla siebie wybieramy magnes albo przypinkę. Oczywiście w idealnym świecie chciałabym, żeby wybierała pamiątkę tematyczną, która od razu będzie jej przypominała konkretne miejsce. Jakąś małą skałę, figurkę Szczelińca, coś, co za kilka lat powie: „Ooo, to kupiłam na Szczelińcu!”. Tyle tylko, że zazwyczaj właśnie takie pamiątki interesują ją najmniej :D. Czy jest sens z tym walczyć? Nie wiem. My wychodzimy z założenia, że lepiej pozwolić jej kupić to, co ona sama uważa za pamiątkę, nawet jeśli jest to… tęczowy wąż. Bo umówmy się – po co kupować figurkę skały, która po powrocie wyląduje w szufladzie i już nigdy nie zostanie wyciągnięta?

2. Zasada druga: pamiątkę kupujemy po zakończeniu wycieczki, a nie przed. Wiecie… motywacja i te sprawy.

Dlatego tym razem przed wejściem na szlak zrobiłyśmy sobie mały rekonesans wszystkich straganów. Obejrzałyśmy wszystko, co było do obejrzenia, żeby można było spokojnie przemyśleć, z czym właściwie wrócimy do domu.

Nie ma biletów??

Zadowoleni ruszyliśmy w stronę wejścia do Parku Narodowego -a tu niespodzianka. Tego dnia zabrakło już biletów uprawniających do przejścia przez formacje skalne znajdujące się na szczycie Szczelińca Wielkiego. Przyznamy, że kompletnie się tego nie spodziewaliśmy. Byliśmy na Szczelińcu wiele lat temu i pamiętamy dzień, kiedy na szlaku praktycznie nikogo nie było. Nie wiedzieliśmy więc, że liczba osób mogących wejść na trasę przez formacje skalne jest ograniczona. No cóż. Majówka. Powinniśmy byli się w sumie domyślić. Na szczęście na sam szczyt mogliśmy wejść, tyle że bez możliwości przejścia przez skalny labirynt musieliśmy później wrócić tą samą drogą. Nie ukrywamy – trochę szkoda. Ale skoro już byliśmy na miejscu, to oczywiście poszliśmy dalej.

Szczeliniec z dzieckiem – czy jest trudno?

Jeśli chodzi o samą trasę, to tutaj mamy dla Was bardzo pozytywne wrażenie. Dla naszego dziecka szlak okazał się naprawdę przyjemny i łatwy. Nie było większych trudności, a wejście nie sprawiło jej problemu. Oczywiście trzeba pamiętać, że na trasie znajdują się schody i podejścia, ale dla aktywnego dziecka nie powinno to być nic szczególnie wymagającego. Od parkingu do schroniska na Szczelińcu i z powrotem wyszło nam niecałe 3 km. Czyli całkiem przyjemny dystans na rodzinną wycieczkę. Problemem tego dnia nie była więc trasa. Problemem były tłumy. Było ich tak dużo, że trudno było w pełni cieszyć się tym miejscem. Zamiast spokojnie rozejrzeć się dookoła, momentami bardziej zastanawialiśmy się, jak przejść dalej i nie zgubić się w tłumie. Ale oczywiście – sami byliśmy częścią tego tłumu, więc trudno mieć pretensje do kogokolwiek.

Czy wrócimy?

Zdecydowanie. Po pierwsze dlatego, że chcemy przejść całą trasę przez formacje skalne. A po drugie…

…musimy jeszcze sprawdzić, czy gdzieś w tych skałach rzeczywiście mieszka jakiś tęczowy wąż.

Park Dinozaurów w Karłowie – tutaj było… szybko

W drodze powrotnej postanowiliśmy jeszcze zajrzeć do Parku Dinozaurów w Karłowie. Wiecie, ja zawsze staram się znaleźć w każdym miejscu coś pozytywnego. I tutaj zdecydowanie możemy powiedzieć, że toaleta była przyzwoita i czysta, a jej dostępność była w cenie biletu. I to właściwie tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Sam pomysł na park jest naprawdę fajny. Jest kawałek łąki, przez który prowadzi ścieżka, a wzdłuż niej stoją figury dinozaurów. Figury są naprawdę duże. Tylko że… park jest naprawdę malutki. I tym razem słowo „malutki” jest użyte absolutnie celowo. Całe zwiedzanie zajęło nam dosłownie kilka, może kilkanaście minut. Dinozaury są już trochę zmęczone życiem i zdecydowanie przydałoby im się odświeżenie, ale sam pomysł nadal ma potencjał. Szczególnie jeśli jesteście z dzieckiem, które lubi dinozaury. Przed wejściem znajduje się też niewielki plac zabaw. Nasza córka jest wielką fanką placów zabaw, więc spodziewaliśmy się, że tutaj również trochę poszaleje. Nie poszalała. Zero zainteresowania. I to chyba najlepiej podsumowuje atrakcyjność tego placu.

Czy warto?

Do Parku Dinozaurów raczej nie wrócilibyśmy specjalnie. Natomiast Szczeliniec zdecydowanie tak – tylko tym razem wybierzemy dzień, w którym nie będzie tam połowy Polski.

Podsumowanie kosztów

Parking: 20 zł

Bilety do Parku Dinozaurów:
– 2 × 15 zł – osoby dorosłe
– 10 zł – dziecko

Łącznie: 60 zł

(Ceny dotyczą naszego wyjazdu w majówkę – warto sprawdzić aktualne ceny przed wyjazdem.)

Zobaczcie naszą galerię z tego dnia!


Komentarze

Jedna odpowiedź na “Szczeliniec Wielki – majówka, tłumy i tęczowy wąż”

  1. […] Wielkim, gdzie niestety nie udało nam się wejść na formacje skalne (możecie o tym poczytać tutaj), postanowiliśmy dać Górom Stołowym jeszcze jedną szansę. Tym razem na celowniku znalazły […]

    Polubienie

Dodaj komentarz