Bergamo – przypadkowy przystanek, który okazał się najlepszą decyzją całego wyjazdu 🇮🇹

Francję opuszczaliśmy bez tego charakterystycznego: „Ojojjj, jak szkoda, że już jedziemy…”. Wręcz przeciwnie. Towarzyszyło nam raczej:

– Ruszamy do auta. Czym prędzej, tym lepiej.

Plan był zupełnie inny. Zakładaliśmy siedem noclegów we Francji, a kolejnej nocy mieliśmy już spać w małej miejscowości Romagnano, niedaleko Trydentu. Tyle że nasze francuskie plany trochę się posypały i postanowiliśmy wyjechać wcześniej. No dobrze. Tylko gdzie spać?

Bergamo? A może jednak…?

Jedno było pewne – chcemy jechać do Włoch. Problem polegał na tym, że właściwie nie wiedzieliśmy jeszcze, dokąd konkretnie. Dolina Aosty? Trochę za blisko granicy z Francją. Następnego dnia czekała nas długa trasa, więc chcieliśmy znaleźć coś mniej więcej pośrodku. Mediolan? Bardzo chętnie. Ale wiedzieliśmy, że na Mediolan potrzebowalibyśmy zdecydowanie więcej niż jedno popołudnie. Jezioro Como? Cudownie. Tylko że oznaczałoby spore odbicie od naszej trasy. Jezioro Garda? Też świetny pomysł, ale wiedzieliśmy, że następnego dnia i tak będziemy nad Gardą. I wtedy padło:

Bergamo.

I dzisiaj możemy powiedzieć jedno – to była najlepsza decyzja całego naszego urlopu. Tyle że najpierw trzeba było jeszcze znaleźć nocleg.

Polowanie na nocleg, czyli „bierzemy to, co jest”

Popołudnie mieliśmy trochę szalone. Najpierw powrót pociągiem z gór. Potem decyzja, że wyjeżdżamy wcześniej. Następnie pakowanie walizek. I jeszcze trzeba było znaleźć miejsce do spania. Szukaliśmy oboje, pomagała też moja siostra, która – trzeba jej to oddać – ma jakiś specjalny dar do wyszukiwania fajnych noclegów. Tym razem jednak czasu było naprawdę niewiele. Pierwsze podejście zrobiłam jeszcze po południu. I… nic. No dobra, coś było. Ale tu za małe łóżko, tam za daleko od centrum, gdzie indziej lokalizacja nie taka, jeszcze gdzieś cena kompletnie nie pasowała. A przecież chcieliśmy zatrzymać się tylko na jedną noc. Po spakowaniu walizek zrobiłam jeszcze jedno podejście. I nagle…

Bingo.

Nocleg w samym sercu starego miasta, w naszym zasięgu cenowym, z wyjściem do ogrodu. I nie tylko w świetnej lokalizacji. To miejsce było po prostu przepiękne. Przyznaję – mieliśmy trochę szczęścia. Właścicielka akurat wystawiła nocleg w ofercie last minute, dzięki czemu cena była zdecydowanie niższa niż standardowo. Czyli co? Mały prezent od losu po tych wszystkich przygodach we Francji.

Do Włoch przez tunel Mont Blanc

Planując podróż, zakładaliśmy, że z Francji do Włoch pojedziemy przez Wielką Przełęcz Świętego Bernarda. Powody były dwa.Po pierwsze – widoki. Po drugie – nie chcieliśmy płacić za tunel Mont Blanc. Życie zweryfikowało jednak nasze plany. Kiedy faktycznie przyszło do wyjazdu, wybraliśmy tunel. Głównie dlatego, że przejazd przez przełęcz zabrałby nam sporo czasu, a bardzo zależało nam na tym, żeby do Bergamo dotrzeć możliwie wcześnie i mieć jak najwięcej czasu na korzystanie z tego nieplanowanego przystanku.Wyruszyliśmy z Saint-Gervais bladym świtem, więc przed tunelem nie spotkały nas żadne kolejki ani korki. Za przejazd zapłaciliśmy 55 euro. Tunel ma około 11 kilometrów i… No cóż. Nie zrobił na nas szczególnego wrażenia. Wręcz przeciwnie – wydawał nam się naprawdę wąski. Po włoskiej stronie czekało nas jeszcze kilkanaście tuneli o różnej długości, niektóre miały po kilka kilometrów. I – o dziwo – te zdecydowanie lepiej wspominamy. Ale najważniejsze było jedno. Byliśmy już we Włoszech.

B&B Entro Le Mura – i od pierwszego spojrzenia: „jest dobrze”

Nasz nocleg to B&B Entro Le Mura, przy Via San Lorenzo 26, w samym sercu Città Alta (rezerwowaliśmy go przez Booking). Już sama lokalizacja była świetna, ale trzeba było jeszcze dostać się do środka. Ponieważ nocleg znajdował się w starej części miasta, przed przyjazdem musieliśmy podać właścicielce nasze dane oraz dane samochodu, żebyśmy mogli wjechać do strefy ZTL. Samochód zostawiliśmy na parkingu oddalonym o około 400 metrów od noclegu. Parking kosztował dodatkowo 20 euro. A potem… Wiecie, jak czasami jest z noclegami? Otwieracie drzwi i już po dwóch sekundach wiecie: „Okej, będzie dobrze.” Albo: „Boże, oby tylko dotrwać do rana.” Tutaj zdecydowanie było to pierwsze. Nasz pokój znajdował się na parterze i składał się z saloniku z kuchnią, dwóch oddzielnych sypialni oraz pięknej łazienki. Ale najlepsze odkryliśmy dopiero chwilę później. Z uroczego salonu, pełnego pięknych, starych mebli, wychodziło się prosto do… ogrodu.

I to nie był zwykły ogródek.

Mieliśmy widok na całe Bergamo, stolik, przy którym wieczorem piliśmy lemoniadę, oraz leżaki, na których mogliśmy siedzieć i patrzeć na rozświetlone miasto. A rano, bezpośrednio przed drzwiami naszego pokoju, czekało na nas przygotowane śniadanie. Czy mogło być lepiej? Naprawdę nie sądzę. Jeżeli kiedyś wrócimy do Bergamo – a przyznam, że bardzo chętnie – to bez zastanowienia wrócimy właśnie tutaj.

B&B Entro Le Mura było jednym z tych noclegów, które same w sobie stają się częścią wspomnień z podróży.

Bergamo – czyli nagle wszystko zaczęło być po prostu… piękne

I tutaj nastąpił kolejny kontrast. Przez cały pobyt we Francji spotkaliśmy może dwóch Polaków. W Bergamo mieliśmy wrażenie, że słyszymy więcej polskiego niż włoskiego. Ale przede wszystkim samo miasto zrobiło na nas ogromne wrażenie. Mieliśmy sporo czasu, dlatego dzień podzieliliśmy sobie na dwie części. Najpierw ruszyliśmy na spacer po Città Alta. Była Piazza Duomo, przepiękna Bazylika Santa Maria Maggiore, Piazza Vecchia, urocza Fontanna Contarini oraz górująca nad miastem Torre Civica, czyli słynny Campanone. Dotarliśmy też do Porta San Giacomo i po prostu włóczyliśmy się po wąskich, klimatycznych uliczkach. Oczywiście były też pamiątki. Bo przecież nie można wrócić z Włoch bez pamiątki.

Makaron, lody i obowiązkowa przerwa

Po spacerze przyszedł czas na obiad. A co mogło być innego? Makarony w różnych wersjach – dla każdego coś miłego. Przepyszny. A potem deser w postaci lodów, które do dziś możemy spokojnie nazwać najlepszymi lodami na świecie. I wtedy zrobiliśmy coś, co podczas zwiedzania z dzieckiem jest naprawdę luksusem. Wróciliśmy do pokoju odpocząć. Nasz nocleg był tak blisko wszystkiego, że nie musieliśmy organizować wielkiej wyprawy tylko po to, żeby na godzinę usiąść i złapać oddech. Córka mogła odpocząć, my też. A później… Znowu wyszliśmy.

Funicolare i zamek, którego prawie nie zobaczyliśmy

Późnym popołudniem ruszyliśmy w stronę wzgórza San Vigilio. Na górę dostaliśmy się kolejką funicolare, która pokonuje około 90 metrów różnicy wysokości na trasie liczącej około 630 metrów. Bilet kosztował około 5 euro w jedną stronę za naszą trójkę. I tutaj wydarzyła się jedna z naszych ulubionych historii z Bergamo. Po dotarciu na górę poszliśmy w stronę Zamku San Vigilio. Doszliśmy pod jego mury i… Szczerze? Myśleliśmy, że to właściwie koniec. Ot, przejdziemy się jeszcze kawałek po parku i wracamy na dół. Postanowiliśmy jednak chwilę odpocząć. I wtedy pojawili się inni turyści. Weszli do jakiejś wieży. I… przepadli.

😂

No dobra. Skoro oni tam weszli, to my też musimy sprawdzić, co tam jest. Okazało się, że w wieży znajdują się schody prowadzące na górę. A kiedy już tam weszliśmy… O WOW. Widok na całe Bergamo. Zieleń. Wzgórza. Miasto rozciągające się poniżej. I ten moment, kiedy człowiek orientuje się, że o mały włos po prostu by stamtąd zszedł i pojechał na dół. A byłby to naprawdę duży błąd. To było jedno z tych popołudni, które zapamiętuje się na długo.

Bergamo nocą

Wieczorem wróciliśmy do miasta. I Bergamo po raz kolejny nas zaskoczyło. Nadal było pełne ludzi, nadal tętniło życiem, tylko wszystko wyglądało już trochę inaczej. Światła, wąskie uliczki, rozmowy dobiegające z restauracji… No i oczywiście kolacja. Włoska kuchnia zdecydowanie jest w naszym sercu, więc tutaj również nie było żadnego rozczarowania. Zjedliśmy przepyszną kolację, a potem wróciliśmy do naszego noclegu. Na koniec dnia usiedliśmy jeszcze na leżakach w ogrodzie. Przed nami było nocne Bergamo. I chyba właśnie wtedy dotarło do nas, jak absurdalnie dobrze wyszło to całe nasze spontaniczne zamieszanie. Mieliśmy wyjechać z Francji później. Nie mieliśmy spać w Bergamo. Nie mieliśmy nawet szczegółowo zaplanowanego tego dnia. A jednak trafiliśmy dokładnie tam, gdzie trzeba.

Czy mogło być piękniej?

Naprawdę nie sądzę.

Ile kosztował nas dzień w Bergamo?

W Bergamo nie robiliśmy szczegółowego liczenia każdego euro, ale mniej więcej wyglądało to tak:

  • przejazd tunelem Mont Blanc – 55 €
  • B&B Entro Le Mura – 116 €
  • parking – 20 €
  • obiad – około 20 € za danie, woda w cenie
  • lody – tutaj ceny już nie pamiętamy, ale smak pamiętamy doskonale
  • pamiątki – około 20 €
  • kolacja – około 12 € za danie
  • funicolare na San Vigilio – około 5 € w jedną stronę

I najważniejsze:

Bergamo w ogóle nie było w naszym planie. Miało być tylko miejscem znalezionym naprędce, żeby przerwać trasę między Francją a Romagnano. A zostało jednym z tych miejsc, o których po powrocie mówi się:

„Tam to my jeszcze kiedyś wrócimy.” 🇮🇹❤️

Właśnie takie są najlepsze podróże. Nie zawsze te, które zaplanowaliśmy. Czasami najlepsze miejsca pojawiają się wtedy, kiedy plan właśnie się sypie.


Komentarze

Skomentuj