Są takie miejsca, do których po prostu się wraca. Dla nas jednym z nich jest Zoo Wrocław. To już właściwie stały punkt naszego rodzinnego kalendarza – minimum raz w roku musimy tam być. A nasza pięciolatka? Dzisiaj zaliczyła zoo po raz szósty.
Ja swoją pierwszą wizytę we wrocławskim zoo zaliczyłam w 2006 albo 2007 roku. I tu mała ciekawostka – wiecie, że Zoo Wrocław istnieje od 1865 roku i jest najstarszym ogrodem zoologicznym w Polsce? Pamiętam jednak zoo z tamtych czasów zupełnie inaczej. Bilety były wtedy na tyle tanie, że można było po prostu powiedzieć: „chodźmy do zoo na spacer”. Tylko że… nie był to najlepszy czas dla tego miejsca. Pamiętam sporo zaniedbanych miejsc i wybiegów, na które naprawdę przykro było patrzeć.
Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Widać, że zoo bardzo się rozwija. Co jakiś czas pojawiają się nowe wybiegi, kolejne miejsca są modernizowane, a całość wygląda zdecydowanie lepiej niż te kilkanaście lat temu. Tylko razem z rozwojem poszły oczywiście… ceny. 😉
Ile kosztuje Zoo Wrocław?
Jeżeli planujecie wizytę, warto kupić bilety online z wyprzedzeniem. Im wcześniej kupujecie, tym taniej (żeby kupić najtaniej trzeba to zrobić 15 dni wcześniej). Przy zakupie odpowiednio wcześniej można trafić na cenę:
69 zł – bilet normalny
59 zł – bilet ulgowy
Jeżeli kupujecie bilet online krótko przed wizytą, cena rośnie. My tym razem nie byliśmy specjalnie dobrze zorganizowani i kupiliśmy bilety praktycznie na ostatnią chwilę. Za naszą dwójkę i pięciolatkę zapłaciliśmy 239 zł (kupując w kasie w dniu wycieczki zapłacilibyśmy 287 zł) Czyli… no cóż. To już nie jest spontaniczny „spacer po zoo”. 😂 Do tego, jeśli przyjeżdżacie samochodem, dochodzi parking. Zoo nie ma własnego parkingu, a my korzystamy z parkingu pod Halą Stulecia. I wtedy zaczyna się robić z tego całkiem konkretna kwota za rodzinny wypad.
A co z jedzeniem?
Tym razem – nic. Mieliśmy ze sobą plecak z pysznym drugim śniadaniem i przekąskami. Po pierwsze, październik to już trochę spokojniejszy okres i nie wszystkie lokale na terenie zoo są czynne. Po drugie… jeszcze nigdy nie trafiliśmy tam na jedzenie, które sprawiłoby, że pomyślelibyśmy:
„Ooo, tutaj koniecznie trzeba coś zjeść!”
Dlatego nasze doświadczenie gastronomiczne w Zoo Wrocław ogranicza się zazwyczaj do kawy. 😂
Październik w zoo – czyli gdzie są wszystkie pieczątki?!
Październik ma swoje plusy. Jest spokojniej, nie wszystko działa pełną parą i… połowa sklepików z zabawkami jest nieczynna. Rodzice wiedzą, dlaczego to może być zaleta.
Mniej sklepików = mniej:
„Mamo, kupisz?”
„Mamo, a to?”
„Mamo, patrz!”
„Mamo, ale ja chcę!”
Czyli same korzyści. 😂 Jest jednak jeden ogromny minus, szczególnie dla dziecka. Nie ma zbierania pieczątek. A to dla naszej pięciolatki było zdecydowanie mniej fajne niż dla nas zamknięte sklepiki.
Sklepiki, czyli miejsce, gdzie rodzic zaczyna liczyć do dziesięciu
Ja naprawdę rozumiem, że w takich miejscach jest drożej. Zoo to atrakcja turystyczna. Wiadomo, że ceny będą wyższe niż w zwykłym sklepie. Zresztą jeśli czytaliście nasze poprzednie wpisy, wiecie, że mamy zasadę: podczas wyjazdu córka może sobie kupić jedną małą rzecz albo pamiątkę. Jedną. I staramy się, żeby była to naprawdę pamiątka, a nie przypadkowy plastikowy stwór kupiony pięć minut przed wyjściem. Ale wszystko musi mieć jakieś granice. O ile jestem w stanie zaakceptować cenę wyższą o 20% czy nawet trochę więcej, bo wiem, gdzie jestem, o tyle przebitka rzędu 100% już mnie nie przekonuje.
A maskotka wielkości mojej pięści za 70 zł?
No nie.
Tego „mamo, kupisz?” nie słyszałam. 😂
Afrykarium – czyli nasze pewniaki
Oczywiście będąc w Zoo Wrocław, nie można nie zajrzeć do Afrykarium. I chociaż byliśmy tam już naprawdę wiele razy, nadal są miejsca, przy których zatrzymujemy się na dłużej. Tym razem najbardziej rozczuliły nas… śpiące mrówkojady. Wtulone w siebie, słodkie, spokojne i absolutnie nieprzejmujące się tym, że wokół stoi grupa ludzi. No dobrze… Unosił się nad nimi całkiem konkretny zapaszek. 😂 Ale i tak staliśmy i patrzyliśmy. Bo jak tu nie patrzeć na trzy śpiące mrówkojady? Oczywiście na dłużej jak zwykle zatrzymały nas też hipopotamy. Hipopotamy po prostu kochamy. I nie będziemy tego tłumaczyć.
Czy przeszliśmy całe zoo?
Oczywiście, że nie. 😂 Chociaż wyszło nam około 7 kilometrów, z poprzednich wizyt wiemy już, że tym razem znowu ominęliśmy kilka miejsc. Za to zobaczyliśmy też rzeczy, których wcześniej nie widzieliśmy – między innymi nowe albo zmienione wybiegi, w tym miejsca dla niedźwiedzi i wilków. To lubimy w Zoo Wrocław najbardziej. Możemy wracać co roku, a mimo wszystko coś się zmienia.
A jak zoo wygląda od strony rodzica?
Całkiem dobrze. Toalety są dostępne w wielu miejscach i są bezpłatne. Ich standard oczywiście trochę zależy od tego, w którym budynku się znajdują, ale nie mieliśmy problemu ze znalezieniem toalety. Trzeba tylko pamiętać, że zoo jest naprawdę duże. Z dzieckiem spokojne przejście całego terenu to nie jest szybki spacer. To jest kilka godzin chodzenia i warto mieć ze sobą wodę, przekąski i wygodne buty.
A skoro już jesteśmy przy dodatkowych opłatach…
Mapa zoo?
5 zł.
Tak, mapa. Pamiętacie czasy, kiedy dostawało się ją po prostu przy wejściu? No właśnie. Te czasy już minęły. 😂
Do tego mniej więcej co chwilę można znaleźć automat, w którym można kupić pamiątkową monetę.
12 zł.
I znowu – ja naprawdę rozumiem, że mam wybór. Nie muszę kupować mapy. Nie muszę kupować monety. Nie muszę kupować maskotki. Nie muszę wrzucać dodatkowych pieniędzy. Tylko kiedy patrzę na ceny biletów, na tłumy ludzi przewijające się przez zoo przez cały rok, a potem co kilka kroków jestem dodatkowo bombardowana kolejną możliwością wydania pieniędzy, zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę wszystko musi być dodatkowo płatne. I nie chodzi o to, że jesteśmy sknerami. Po prostu lubimy wiedzieć, za co płacimy.
Czy wrócimy?
Oczywiście, że tak. Nasza córka jest zakochana w zoo i już sam ten fakt wystarczyłby, żeby odpowiedzieć „tak”. Poza tym lubimy obserwować, jak to miejsce się zmienia. Pamiętam Zoo Wrocław z 2006/2007 roku i pamiętam miejsca, na które naprawdę trudno było patrzeć. Dzisiaj widzę zupełnie inne zoo. Większe, bardziej zadbane, ciągle rozwijające się i oferujące zdecydowanie więcej niż kiedyś. Jednak czym jestem starsza na zwierzaki patrzę bardziej w stylu: „ojej…szkoda mi go” niż: „ojej zobacz jakie super!”.
Ale czy uważam, że jest tanio? Absolutnie nie. Dla rodziny 2+1 jest to już całkiem spory wydatek, szczególnie jeśli doliczymy parking, jedzenie czy jakąś pamiątkę. A przy większej rodzinie robi się z tego naprawdę droga kilkugodzinna wycieczka.
Czy warto?
Naszym zdaniem tak. Ale najlepiej zaplanować wizytę wcześniej, kupić bilety online i zabrać własne jedzenie.
A potem?
Wygodne buty, dużo czasu i przygotowanie psychiczne na:
„Mamo, kupisz?” 😂
My na pewno jeszcze wrócimy.
W końcu to już nasza mała rodzinna tradycja.
To co, jedziemy?


Skomentuj